Studio Eksperymentalnych Form Kuchennych czyli życie w kuchni, kuchnia życia czy jak to się wszystko razem łączy...
Kategorie: Wszystkie | deser | dodatki | kolacja | obiad | odchudzanie | sałatka | śniadanie
RSS
czwartek, 09 listopada 2017

W momencie kiedy przychodzi jesienna szaruga i zaczyna nas łamać w kościach lub co gorsza dziecko wraca ze szkoły lub przedszkola z objawem infekcji sięgamy po przeróżne specyfiki w aptece. Zamiast tego zachęcam do sięgania po to co mamy w lodówce i to nie tylko w przypadku kiedy coś nam jest. Osobiście faszeruje moje dzieci różnymi wyciskanymi w domu sokami. Aby uniknąć kręcenia nosem i marudzenia soki robię z dziećmi. Podsuwam różne warzywa i owoce a dzieciaki same wyciskają z nich sok. Pewnie gdybym robiła to sama to byłoby: szybciej, czyściej, ciszej i w ogóle mniej skomplikowanie ale... no właśnie. W wieku lat kilku możliwość pobawienia się maszynką miażdżącą różne rzeczy lub trącą i wyciskającą soki jest super zabawą. A każdy młody kucharz dużo chętniej próbuje soku samodzielnie zrobionego niż takiego wmuszanego. Wczoraj na przykład zrobiliśmy dla całej rodziny witaminową bombę wzmacniającą idealnie naszą obronę przed wirusem. Sok zrobiliśmy z jabłka (Wit C, z grupy B, A, E, D, K, Retinol, beta-karoten, błonnik), marchewki (mnóstwo karetonoidów, przeciwutleniacze, Wit A. z grupy B. C, E, K), winogrona (Wit C, z grupy B, E, fosfor, potas, cynk) oraz kiwi (Wit C, z grupy B, A, E, fosfor, magnez, potas). Po zrobieniu prezentował się kolorowo i smakowicie. Oczywiście warto wybierać owoce które dzieci lubią. Nie wyciskajmy soku z jabłka jeśli nasze dziecko nie lubi jabłek. Pozwólmy dzieciom wybierać różne owoce, warzywa, dodatki. Niech się tym pobawią. Możemy ozdobić szklanki kolorowymi parasolkami czy innymi ozdobami. Pobawmy się z nimi, a potem z nimi się tego soku napijmy.

życzymy smacznego

poniedziałek, 06 listopada 2017

Jak co roku przyszła jesień. Tegoroczna nie ma wiele wspólnego ze złotem a dużo z szarością, wilgocią i chłodem. W związku z tym dość popularnym pytaniem na które muszę odpowiadać jest to "co robię ze moje dzieci nie chorują?" W sumie to dość ciekawe pytanie. A odpowiedź jest całkiem prosta ale złożona z kilku czynników:

1. Witamina D - niezbędna dla naszej i dziecięcej odporności. Witamina ta wytwarza się w naszym organizmie pod wpływem słońca wiec jak tylko jest słońce to wyganiam głodostwory na dwór. Jak słoneczka nie mam faszeruje dzieciaki tranem. Grunt to regularność. Zjedzenie tranu raz na kilka dni nic nie da. Podstawa to codzienna suplementacja

2. Odżywianie - dużo warzyw (plasterek pomidora do kanapki to mało - warzyw musi być dużo w diecie a teraz jest ich całe mnóstwo), mało konserwantów, dużo owoców, mało cukru i cukierków. Do picia woda zamiast soczków w kartonie (wbrew pozorom mają bardzo cukru i niewiele pozytywów dla dzieci). Jak soki to wyciskane samemu i tez nie za dużo (zawierają cukier a on ogranicza chęć na jedzenie). 

3. Strój - musi być odpowiedni do pogody. To nie jest łatwe jak rano jest 5 stopni a po południu na słońcu kilkanaście. Jedyny sposób aby być dobrze ubranym to ubranie "na cebulkę". Chodzi o to żeby mieć co z siebie zdjąć. Dość wygodnym rozwiązaniem dla dziecka jest cienka kurtka i ciepły bezrękawnik.

4. Powietrze - niezbędne do życia. Jak tylko się da niech dzieciaki korzystają z zabaw na dworze. Tak wiem. łatwiej jest puścić telewizor lub dać tablet ale dzieciaki nawet jak początkowo będą marudzić na dworze że im się nudzi to wymyślą za chwilę zabawę. Ruch na świeżym powietrzu również rodzicom dobrze zrobi.

16:35, kikadebska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 20 lutego 2016

Głodzilla zabiła mnie dziś nowym czasownikiem. Ale od początku. Obwieściłam wszem i wobec że szykuje na kolację hot-dogi. I Głodzilla zaoferowała swoją pomoc w obciapywaniu. Koniecznie chciała obciapywać. Długo dochodziłam o co chodzi. Otóż obciapywać to po prostu otwierać opakowanie z parowkami przy użyciu nożyczek. W tym samym czasie Głodomorra przekonała się, że jak mama mówi, iż czajnik jest si i nie wolno go dotykać, bo będzie ała, po pierwsze nie ściemnia, a po drugie dysponuje całą gamą różno-kolorowych maści, które potrafią złagodzić ból i spowodować, że rączka zmienia kolor z krwistoczerwonego na cielisty.

W ramach odstresowania polazłam dziś pospalać zapasy zimowe na rowerku i orbitreku. Pojeździlam, poorbitrekowałam się, i ogólnie ciut się zmęczyłam. Ponieważ zasłużyłam na odpoczynek to po powrocie do domu ugotowałam obiad, potem kolację. W między czasie zrobiłam kilka pralek, ogarnęłam tu i tam, zamówiłam zakupy, zrobiłam kefir, wykąpałam trzy zmęczone potwory (nie zabiłam ich - to sukces dnia dzisiejszego) i dzielnie próbuję obejżeć z nimi film o zajączku wielkanocnym ale ze wzgędu na pewien drobiazg (mój dzieciokogut obudził mnie o 5-tej) nie mogę utrzymać oczu otwartych.

Zieeeeeew

21:04, kikadebska
Link Dodaj komentarz »
sobota, 16 maja 2015

Drodzy skryto- i mniejskrytoczytacze... Dziś trochę reklamy ale warto przeczytać i  spróbować.

Miałam ostatnio okazję wypróbowania nowych soków marchewkowych. Najpierw pomyślałam że będą takie jak wszystkie inne. Już po otwarciu opakowania z sokami wiedziałam że przynajmniej opakowania mają wyróżniające się... Każdy sok ma zdjęcie pokazujące na którą część ciała osoby sok najlepiej wpływa. Soków jest pięć i każdy ma inny składnich dodatkowy, wpływający pozytywnie na co innego. Karotka Plus z Bananem ma witaminy ACE które są niezbędne dla każdego zdrowego organizmu, Jabłko-Marchew dodatkowo ma błonnik. O zaletach tego dodatku chyba nie trzeba nikogo przekonywać :) a zawsze fajniej wypić "dawkę" błonnika w pysznym soku niż zjadać tony tabletek. Kolejny sok marchwiowy ze stajni Fortuny posiada maliny i aloes. Dzięki niemu wygląd skóry może się tylko poprawić. Sok z brzoskwinią i zieloną herbatą pomaga oczyścić organizm z toksyn i pozytywnie wpływa na przemianę materii i mój zdecydowany faworyt... to sok z dodatkiem mango i lnu. Nie dość że to najsmaczniejszy ze smacznych soków to jeszcze dodatek lnu bardzo pomaga utrzymać zgrabną figurę. Jak wiecie jestem mamą trójki głodostworów i mimo iż w naturze moich dzieciaków leży to że po prostu nie przepadają za sokami marchwiowymi o tyle te im zasmakowały i na co dzień zagościły u nas w domu.

Życząc smacznego zachęcam do kupienia przynajmniej raz... bo to przecież nie można nie spróbować

#sokfortuna

Tagi: sok
13:53, kikadebska , odchudzanie
Link Dodaj komentarz »
sobota, 25 października 2014

Wujek Głodostwórcy Tadeuszem nazwanym kiedyś, zanaprosił głodofamilię na imieniny. Postanowiłam upiec ciasto... ale jakieś takie inne... Jak pomyślałam tak zrobiłam. Wymyśliłam sobie że upieke ciasto marchewkowo czekoladowe z chili. Nigdy takiego nie jadłam ale kiedyś jadłam czekoladę z chili i mi smakowała więc wymyśliłam sobie że ciasto też będzie git. Udałam się do kuchni, wymieszałam co miałąm wymieszać, upiekłam... no ale tak zanieść ciasto którego nigdy nie jadłam i nie piekłam co więcej robiłam z głowy a nie z jakiegoś konkretnego przepisu, bez spróbowania to tak głupio... no bo jak będzie paskudne to siara będzie i zamiast przed lampucerami zabłysnąć to dam powód do obgadywania mnie na najbliższych 10 rodzinnych zjazdach... no to spróbowałam, potem spróbował Głodostwórca, Głodomór (dwa razy), Głodomorra (trzy razy)... maluchów nie zniechęciło nawet chili... Ciasto na imprezę nie dojedzie, myśmy się nim obdziochali a ja muszę liczyć na to że się dzieciaki nie wygadają że upiekłam ciasto ale je zeżarliśmy :) :) :)

CIASTO MARCHEWKOWO-CZEKOLADOWE Z CHILI

300 g mąki pszennej

50 g kakao w proszku

1 łyżeczka proszku do pieczenia

1 łyżeczka sody

szczypta soli

200 g gorzkiej czekolady

4 łyżki mleka

3 jajka

150 g brązowego cukru

125 ml oleju

300 g marchewki startej

dwie garście migdałów

2 łyżeczki chili

Rozpuścić  150g czekolady w kąpieli wodnej lub w mikrofalówce dolewając 2 łyżki mleka. Odstawić. Marchewkę umyć, obrać, zetrzeć na tarce o drobnych oczkach (ja wycisnęłam sok w sokowirówce - sok wypiłam a pulpę wrzuciłam do ciasta). Zmiksować  cukier z jajkami na puszystą masę. Dodać olej, zmiksować. Połączyć z czekoladą (nie może być gorąca). Następnie dorzucić mąkę, kakao, proszek do pieczenia, sodę, chili, sól, marchewkę i migdały. Wszystko wymieszać.  Masa wychodzi jak kleista plastelina. Wrzucamy ciasto do foremki, i pieczemy w 180°C przez ok. 40-50 minut (do suchego  patyczka). Po upieczeniu ostudzić.

Ja wystygnie robimy polewę. Bierzemy połowę tabliczki czekolady (tą która nam została), dwie łyżki mleka i rozpuszczamy czekoladę. Można w kąpieli wodnej ja to robie w mikrofalówce. Mieszamy do uzyskania jednolitej brei. Tą że breją polewamy ciasto. I jemy...

Życzę smacznego.

Dodam tylko że ciasto marchewkowe kiedyś wykopałam na jakimś forum, trochę je podrasowałam ale nie mam pojęcia skąd je wykopałam...

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 9